Wtorek, 22 Maja 2012 | Imieniny: Emila, Neleny, Romy | Pogoda: 20°C, 1015 hPa, wiatr 14.4 km/h    | zobacz prognozę » ch24 na komórkę
Prześlij swój materiał

Flesz:

  • Jeżeli masz uwagi do nowej szaty graficznej portalu, pisz do nas na kontakt@chojnice24.pl
Strona głównaLudzie piszą
Rozmiar tekstu: A A
Tekst i fot. m.m

PKP czyli Po co Komu Podróż... Polską Koleją Państwową...

Taka refleksja naszła mnie zaraz po tym jak wysiadłam z pociągu relacji Gdańsk – Chojnice. I szczerze mówiąc nie wiedziałam czy powinnam zacząć się śmiać czy płakać. Ale powody mojego dziwacznego stanu wyjaśnię za chwilkę. Najpierw trochę historii.

Przez całe studia kolej była moim jedynym środkiem transportu. Raz, że tanio. Dwa, że tanio. Kto studiował, ten na pewno zrozumie. Muszę też przyznać ,że były to niezwykle ciekawe cztery lata. Polska kolej i konduktorzy nie raz mnie zaskakiwali. Szkoda tylko, że w większości przypadków negatywnie. Żeby jednak nie rzucać słów na wiatr przytoczę kilka ciekawszych epizodów z moich podróży, które mogłabym spokojnie złożyć w powieść pt. O studentce, która odważyła się jeździć koleją.

Epizod 1. Trasa Toruń – Chojnice. Najlepszym sposobem, aby podróż zbytnio się nie dłużyła to ją przespać. Należy jednak bardzo uważać, szczególnie gdy przemieszczamy się polskimi pociągami. Trzeba też powiedzieć, że grasujące złodziejaszki to nie najgorsza rzecz, która może nas spotkać. Mn ie przydarzyło się coś bardziej absurdalnego. Po godzinie jazdy budzę się i co widzą moje oczy? Nade mną stoi konduktor z telefonem komórkowym i pstryka mi zdjęcia. Pytam więc wściekła - co pan wyprawia? Na co pracownik kolei odpowiada mi, że wyglądam tak uroczo, że nie mógł się oprzeć i musiał mnie sfotografować. Co stało się ze zdjęciami nie wiem do dnia dzisiejszego. Mam tylko nadzieję, że nie krążą gdzieś po sieci. Za to przestałam już podróżować pociągiem na tej linii. Do dziś żałuję, że nie zgłosiłam tego do właściwych służb, gdyż nie dość, że jest to pogwałcenie wszelkich reguł, to jeszcze głęboko nieetyczne.

Epizod 2. Trasa Poznań – Toruń. Przemiła pani w kasie wydała mi zły bilet. Choć podając cel podróży dwa razy powtórzyłam, że stacją pośrednią ma być Kutno, a nie Bydgoszcz. Wsiadam więc do pociągu niczego nieświadoma i jadę. Aż tu podchodzi konduktor i mówi, że mam nieważny bilet, bowiem przez Bydgoszcz jest parę kilometrów dalej. Tłumaczę więc spokojnie, licząc na odrobinę zrozumienia i życzliwości, że do pomyłki nie doszło z mojej winy. Ale nic z tego. Pracownik kolei jest nieugięty. Najpierw każe mi opuścić pociąg. A jest już wieczór i stoimy pośrodku niczego. Odmawiam więc i błagam, żeby zrozumiał, że do pomyłki nie doszło z mojej winy. Zbulwersowany konduktor krzyczy na mnie, że jak mogę nie wiedzieć, że przez Kutno jest 152 km, a przez Bydgoszcz 162 km. Zszokowana wykrztuszam z siebie, że nie pracuję na kolei, więc skąd mam wiedzieć, poza tym na bilecie nie widnieje jaka jest stacja pośrednia. Okazuje się, że różnica w cenie to zaledwie 50 groszy. Ale konduktor postanawia pokazać mi kto tu rządzi. I płacę 6,5 (sześć złotych za wystawienie biletu). Przełykam więc cisnące się na język wulgaryzmy i podaję mu pieniądze. Wolę zapłacić, niż wysiąść w szczerym polu.

Epizod 3. Trasa Chojnice - Bydgoszcz. Nie dość, że nie ma gdzie usiąść, to jeszcze grzeją jak oszalali. Tylko dwa przedziały, a ludzi jak w mrowisku. I tak niestety co tydzień. A na innych trasach królują pustki. Czemu więc nie dostawią jeszcze jednego przedziału, skoro wiadomo, że o tej godzinie pociąg jest oblegany. W każdym razie nieważne. Najważniejsze, że jedziemy. Pociąg jak zwykle się ślimaczy. My ściśnięci jak sardynki. Zaczyna być nieprzyjemnie, ale nic dziwnego, skoro nie ma gdzie się ruszyć, a w pociągu jest ze 28 stopni. W końcu widać Bydgoszcz, wjeżdżamy i lokomotywę szlag trafia. Zepsuła się. Stoimy 15 minut od dworca! Powoli zaczyna się robić zimno. Na dworze mróz szaleje, a ogrzewanie przestało działać. Po godzinie wszyscy z sentymentem wspominają jak cudownie było, gdy ogrzewanie pracowało na najwyższych obrotach. Naprawa zajmuje kolejarzom jedyne 1,5 godziny. Ufff dobrze, że tak szybko, bo już myślałam, że będziemy tu nocować. Ruszamy dalej. I znowu się psuje. Naprawa tym razem zajmuje pół godziny. W końcu dojeżdżamy. Wszyscy pokornie wysiadają i idą dalej. Nikt nie pisze skargi, zażalenia, nie psioczy. Zastanawiam się czemu? Przecież podróżowaliśmy w hardcorowych warunkach? Odpowiedź jest prosta. Bo to jest norma. Tak właśnie wygląda podróżowanie w naszym kraju. To co przeżyłam jest standardem i zdziwić może jedynie tych, co nie podróżują koleją.

Podobnych historii mam w zanadrzu jeszcze kilkanaście. Nie wspominając już o tym, czego dowiedziałam się od towarzyszy podróży, którzy równie odważnie jak ja jeżdżą po naszym kraju rodzimym transportem. Byłaby z tego naprawdę ciekawa książka. Tylko nie wiem do jakiego działu trzeba by ją zakwalifikować? Komedia, dramat, czy może powieść sensacyjno-kryminalna?

Ale wracając do początku! Dlaczego w ogóle postanowiłam podzielić się z Wami moimi przeżyciami? Zdecydowała o tym moja ostania podróż, po której powiedziałam basta. Wyglądało ona mniej więcej tak. Wsiadam do pociągu w Chojnicach i co widzą moje oczy? Pełno śniegu. Początkowo leżał wyłącznie na podłodze i fotelach, więc pomyślałam, że na pewno pasażerowie go nanieśli. Jednak nic bardziej błędnego! Gdy tylko ruszyliśmy, zrozumiałam skąd się wziął , ponieważ zewsząd zaczął sypać śnieg. Coś jakby zamieć w środku pomieszczenia. Biały puch przeciskał się przez nieszczelny dach, okna, szyby, drzwi. Niektórzy żartowali, że mamy ciuchcię wersji cabrio! Ale poczucie humoru szybko zniknęło. Na dworze było jakieś powiedzmy -12 stopni. W pociągu chyba tyle samo. Dosłownie zamarzaliśmy. Na nasz apel o włączenie ogrzewania konduktor stwierdził, że przecież działa... A na nieszczelne okna to już nic nie poradzi. Potem się już więcej nie pojawił. Zresztą nie dziwię mu się. Gdyby się wtedy przeszedł po przedziałach groziłoby mu to poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. Tak wściekłych pasażerów nie widziałam nigdy. Droga do Tczewa była prawdziwą męczarnią. Zamarzało wszystko łącznie z nami. Czuliśmy się jak w lodówce, w której na dodatek ktoś dla zabawy włączył wiatrak. Pod koniec w środku było tyle śniegu, że spokojnie szło lepić kulki. Gdybyśmy pojechali jeszcze z godzinę to nawet na bałwana by starczyło. Za to empatii ze strony obsługi taboru brak. Siedzieli sobie w swoim ogrzewanym przedziale, nie przejmując się podróżującymi. A przecież ja zapłaciłam za przejazd pociągiem, a nie kuligiem. Czy ogrzewany przedział to zbytek w naszym kraju? A może szczyt luksusu? Czy z pokorą muszę znosić wszelkie niewygody? Tłok, zimno, brzydki zapach, nieszczelne okna, toalety, na których opisanie brakuje mi cenzuralnych słów, ciągłe opóźnienia, psujące się lokomotywy? Możecie powiedzieć, że jeśli mi tak źle, to przecież nie muszę nimi podróżować. A ja Wam powiem, że nie. Będę dalej jeździć w nadziei, że może kiedyś w końcu ktoś w tej Polsce zrozumie, że rozwiązaniem nie jest powiedzenie klientowi, na którym się zarabia - nie podoba się to zrezygnuj, ale zrobienie wszystkiego, aby go zatrzymać. Na początek proponuję włączyć ogrzewanie. To większości pasażerów naprawdę wystarczy. Resztę pokorny naród jakoś zniesie. Na koniec przytoczę jeszcze cytat, który kiedyś przeczytałam w pociągu, jadąc do Łodzi, a który będzie doskonałą puentą moich rozważań na temat PKP.

"Czapka 5 złotych, ciepłe buty 200 złotych, bilet do Łodzi 30 złotych. Przeżyć i przetrwać podróż w polskim pociągu - bezcenne".

Zauważyłeś błąd w artykule? Napisz nam o tym

Podobne tematy:

Artykuł pochodzi z portalu www.chojnice24.pl

35 komentarzy

~
A tak swoją drogą, czy nas pasażerów powinna tak bardzo interesować struktura organizacyjna kolei, nazwy i zakres odpowiedzialności? Płacimy za bilety coraz więcej i otrzymujemy w zamian: zimny pociąg, notoryczne spóźnienia o których nawet nie raczą informować tupiących na mrozie pasażerów, psujace się często lokomotywy i totalny brak poszanowania dla pasażerów, dla których te spółki są utworzone. Od kilku lat codziennie dojeżdżamy na trasie Chojnice-Tczew i jedynie sympatyczni w większości kolejarze ratują sytuację z beznadziei
08 Stycznia 2010, godzina 12:22
~fragi
Pewnie by nas nie interesowała GDYBY pociągi były punktualne, czyste, ciepłe, obsługa miła i uczynna itp. Ale skoro tak nie jest to naturalne że myślimy co by tu należało zrobić żeby było lepiej. Moim zdaniem należy sprywatyzować wszystko co tylko można. Niestety niektórzy politycy chcą mieć możliwość obsadzania stołków "swoimi" nieudacznikami. Ale przecież to my wybieramy tych polityków. Wybierzmy takich którzy chcą prywatyzacji.
08 Stycznia 2010, godzina 18:42
~Jadwiga Zagozda
Fajny felieton, i temat zawsze aktualny. Mam też dużo wspomnień z podróżami pociągiem ( głównie, jak zauważyła autorka, w czasie studiów: Opole- Warszawa). Stację w Kutnie" odwiedziłam" jako ostatnią. I tam postanowiłam, że nigdy więcej nie pojadę pociągiem. Koszmar PRL-u! Teraz pociągami nie jeżdżę, ale czytając wasze wpisy opisujące zdarzenia dawne i dzisiejsze - na luksus w pociągach jeszcze trzeba poczekać. Już ponad dwadzieścia lat temu wracałam z Niemiec ( Sylt) pociągiem w przedziale dla palących i dziwiłam się, że palę papierosa i nie widać dymu. A u nas ciągle: "Jaki pan taki kram". Ale jest szansa, że jak nasi samorządowcy posmakują jakości przejazdu luksusowym pociągiem, to też będą chcieli mieć lepsze pociągi u nas w Polsce. Marszałek województwa teraz będzie jeździł do Brukseli ( oby pociągiem), już od lutego będzie europosłem. Może zamiast skateparku zadbać o to,nie jak jeździć inaczej, tylko o to,jak jeździć wygodniej tym ,co już jest? To drugie jest chyba za trudne. J.Z.
10 Stycznia 2010, godzina 19:09
~td
Dziwi poblazliwosc wladz miasta w stosunku do kolei , balagan i egipskie ciemnosci jakie tam panuja to wola o pomste do nieba , gdyby nie swiecace swietlowki na przystanku PKS to nic nie bylo by widac , czy nie dosyc tej poblazywosci , wynajmowac plac pod TAXI i kase brac to jedno a nie dbac o ten plac to drugie, gdzie straz miejska z mandatami, prosze egzekfowac przepisy a gdzie wizytowka miasta , dworzec to dno panie burmistrzu .
11 Stycznia 2010, godzina 21:26
~Mi
to może też napisze jak dziś wygladała moja podróż? Tym razem to trasa Poznań Główny- Bydgoszcz gł. Pierwszy pociąg był podstawiony jak dotarłam na pkp, więc weszłam i wygodnie sobie usiadłam. Nie minęło 5 minut słysze że jest oóżniony 15 minut. Po chwili idzie konduktorka i mówi: prosze wysiąść, pociąg ma usterke, podstawimy inny skład. tak więc inny skład podstawili pół godziny później. Odjechał bez problemów. Niestety nasza radość nie trwała za dlugo. Kolejka (40 minut po tym jak odjechała z Poznania) dojechała na pewną stację na trasie i już nie ruszyła... czekaliśmy jakieś 50 minut aż coś podstawią. Nic nie dojechało. a obsługa? nic, zero komunikatu kiedy co i jak. Tylko warczeli na nas z tego względu że chcemy sie czegoś dowiedzieć. Dojechałam do mojej stacji z zupełnie obcymi osobami samochodem, dziekuje im za to. Nie mam pojecia jak długo pociąg stał jeszcze w polu. Takie jest właśnie nasze pkp...
07 Września 2010, godzina 21:00

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Ch24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Dodaj komentarz

Zaloguj się lub dodaj komentarz jako gość

Zalogowani użytkownicy mogą otrzymywać powiadomienia o nowych komentarzach. Zaloguj się

Zaloguj się

Pozdrowienia dodaj

0 znaków

Kursy walut

NBP 2012-05-22
1 USD 3.38 -0.34% 1 JPY 4.25 -0.58%
1 EUR 4.32 -0.27% 1 RUB 0.11 -0.28%
1 CHF 3.6 -0.27% 1 CZK 0.17 -0.06%
1 GBP 5.34 -0.44% 1 SEK 0.48 0.06%

Sondaże Ch24 archiwum »

Czy parking przy parku Tysiąclecia powinien pozostać w dłuższej perspektywie bezpłatny?




Wyniki Lotto

LOTTO 2012-05-22

  • 6
  • 9
  • 32
  • 34
  • 38
  • 44

Ceny paliw na chojnickich stacjach2012-05-17

E95 E98 ON LPG BIO
123 Statoil 5.82 zł 5.97 zł 5.77 zł 2.82 zł -
Bliska - - - - -
BP 5.89 zł 6.17 zł 5.82 zł 2.87 zł -
MZK 5.84 zł 5.96 zł 5.77 zł 2.82 zł -
PKS 5.83 zł - 5.75 zł 2.79 zł -